Historia

Olszanica to jedna z najstarszych wsi w Bieszczadach, położona na granicy Bieszczad i Pogórzy, przy Dużej Obwodnicy pomiędzy miejscowościami Lesko i Ustrzyki Dolne. Wieś usytuowana jest ok. 380 m n.p.m. w dolinie rzeki Wańkówki i Starego Potoku u podnóża Pasma Żukowa.

Historia Olszanicy jak i całego regionu na przestrzeni dziejów jest dość burzliwa. W XII i XIII wieku o te tereny toczyli boje książęta ruscy, stan niepokoju potęgowały najazdy hord tatarskich a także inwazje węgierskie. Względne uspokojenie przyniosły dopiero czasy ostatniego z Piastów. W wyniku wypraw Kazimierza Wielkiego w latach 1340-49 zostały zajęte Ruś Halicka, ziemia przemyska, sanocka i włączone do Polski.

W latach 1372-79 rządy na Rusi sprawował z ramienia króla węgierskiego Władysław Opolczyk. Ziemia sanocka i przemyska ponownie włączone do Polski w 1387r. przez Jadwigę weszły w skład państwa polskiego na blisko cztery wieki, aż do pierwszego rozbioru w 1772 roku.

W roku 1432 Ruś Halicką zrównano pod względem prawnym z innymi ziemiami polskimi i utworzono województwo ruskie z siedzibą we Lwowie. Województwo obejmowało ziemie : przemyską, lwowską, halicką, chełmińską i sanocką w skład której wchodziła Olszanica. Pierwsza zachowana wzmianka o Olszanicy pochodzi z 1436 r. wieś rządziła się wtedy prawem wołoskim i należała do Kmitów panów na Wiśniczu, Lesku i Sobieniu. We wsiach lokowanych na prawie wołoskim sołtysa nazywano kniaziem. Folwark w Olszanicy, o którym pierwsze wzmianki pochodzą z 1580 roku na przestrzeni dziejów ma różnych dzierżawców i właścicieli, nie znamy jego początkowej powierzchni ani nazwisk osób nim władających. W zachowanych dokumentach z XV wieku znajdujemy kilkakrotnie wzmiankę o Olszanicy „Piotr Kmita Hrabia na Wiśniczu, Dziedzic dóbr Zamku Sobienia i Olszanicy”, świadczy to o istnieniu tu prężnego ośrodka gospodarczego a być może i obronnego.

Z danych geodezyjnych opracowanych przez geodetów austriackich z 1852 roku wynika, że realność dworska w Olszanicy jest własnością Bronisława Stadnickiego, z jakiego tytułu realność ta przeszła na własność następnych rodów szlacheckich nie ustalono. Spis ludności z 1880 roku wykazuje 975 mieszkańców Olszanicy, z których 94 przebywa na obszarze posiadłości Józefa Jordana herbu Trąby. Jordan przybywa do Olszanicy z Zakliczyna, żeni się z Felicją Józefa z Bobrowskich herbu Gryf, zostaje właścicielem dóbr w Olszanicy i Rudence, pełni funkcję Marszałka Powiatu Leskiego. Z córką Józefa Jordana – Stefanią, żeni się Antoni Juściński herbu Ślepowron, który przybywa z Rosji, gdzie sprzedał swój majątek a za uzyskane pieniądze podejmuje się budowy nowego pałacu w Olszanicy w roku 1905 jako pensjonatu dla wczasowiczów.

W czasie I wojny światowej zespół dworski w Olszanicy uległ poważnym zniszczeniom. Pałac po odbudowie spełniał w okresie międzywojennym również rolę pensjonatu dla wczasowiczów. Ogólny obszar majątku wynosi w tym czasie 685 ha, w tym 600ha lasu. Stałych pracowników zatrudnionych było około 20 osób w tym m.in. 6 fornali, 4 pokojówki i kucharki, 2 karbowych i 4 leśniczych. Ostatnim właścicielem olszanickich włości był Felicjan Bogdan Ślepowron Juściński, syn Antoniego.

Po wybuchu II wojny światowej od drugiej połowy września 1939 roku do czerwca 1941 roku, w folwarku stacjonowały wojska radzieckie, San był rzeką graniczną. Po napaści Niemiec na Związek Radziecki, od czerwca 1941 r. do sierpnia 1944 r. Olszanica jest pod okupacją niemiecką.

Po wyzwoleniu tych terenów w sierpniu 1944 r. przez wojska radzieckie w folwarku pozostaje część wojska do ochrony terenu, a później granicy państwowej w Ustianowej. Po wycofaniu wojsk radzieckich na terenie folwarku powstaje placówka polska Wojsk Ochrony Pogranicza, która funkcjonuje do roku 1951.
Rok 1952 to przeniesienie do Olszanicy Zespołu Państwowych Gospodarstw Rolnych na bazie którego powołano w 1958 r. Inspektorat PGR – placówkę Zarządu PGR w Rzeszowie nadzorującą gospodarstwa położone na terenie powiatów: Lesko, Ustrzyki, Sanok.

Inspektorat PGR w Olszanicy działał do 30.06.1971 r. następnie teren został przekazany na rzecz Zarządu Przedsiębiorstw i Gospodarstw Pomocniczych Centralnego Zarządu Zakładów Karnych Ministerstwa Sprawiedliwości.  W 1985 roku zakończono budowę obiektu hotelowego, a całość funkcjonowała pod nazwą Ośrodek Wczasowy Służby Więziennej.

1 września 1993 roku powołany zostaje Ośrodek Doskonalenia Kadr Służby Więziennej. Jego podstawową funkcją było szkolenie funkcjonariuszy oraz pracowników Służby Więziennej oraz pracowników resortu Ministerstwa Sprawiedliwości. Z dniem 29.03.2012 roku, ODK SW w Olszanicy zostaje postawiony w stan likwidacji i funkcjonuje do 31.05.2012r.

15.06.2012 roku Podkarpacka Instytucja Gospodarki Budżetowej CARPATIA w Rzeszowie przejmując prowadzenie Ośrodka , przejmuje również zarząd nad Pałacem.

Obecnie kompleks funkcjonuje pod nazwą OKW PAŁAC W OLSZANICY.

Bieszczadzka Legenda

Bies i Czady

Bardzo dawno temu, kiedy kraina gór, lasów i połonin była bezludna i dziewicza, panował na niej Zły-Bies. Z postaci był podobny do człowieka, choć większy i rogaty. U ramion miał wielkie nietoperzowe skrzydła. Zły był zazdrosny o swoją ziemię i nie chciał z nikim się nią dzielić. Jako absolutny władca nie pozwalał dłużej się zatrzymywać w tych górach ani pasterzom, ani kupcom. Pewnego razu przywędrowało tu z daleka plemię, któremu przewodził młody, silny i mądry San. Dzika kraina spodobała się przybyszom. Postanowili osiąść się na stałe. Zbudowali chaty i założyli wieś nad największą rzeką. Nie mógł znieść Bies, że zakwitło życie w jego dotychczas bezludnym królestwie- rozgniewany, przeszkadzał przybyszom, jak tylko mógł. Tam, gdzie wykarczowali drzewa sadził nowe, do zagród z owcami wpuszczał wilki, na poletka napędzał dzikie zwierzęta aby tratowały zbiory. Ludzie zaczęli narzekać, ale San urzeczony pięknem tej krainy, tak ją pokochał, że postanowił wytrwać i innych zachęcał, by nie uciekali porzucając domy i dobytek.

Bies, gdy przekonał się, że nie może tych twardych ludzi pokonać w pojedynkę, stworzył sobie pomocników-Czadów. Wyczarował ich tyle, ile starych drzew w lesie. Były to pokraczne ludziki, ruchliwe, psotne i wesołe- szkodziły ludziom, ile tylko mogły. Na rozkaz Biesa ze złośliwą uciechą rozganiały pasące się na połoninach bydło, tańczyły w zbożu niszcząc wszystko, co było zasiane ludzką ręką. Straszyły dzieci w kołyskach, budziły ludzi spoczywających po ciężkim dniu pracy, dosypywały gospodyniom piasku do zupy, chowały drwalom siekiery. Złośliwe były i przebiegłe, wyliczanie ich „sprawek” mogłoby jeszcze trwać. Życie plemienia stało się jeszcze cięższe. San poprzysiągł, że pokona złe siły.

Pewnego dnia, kiedy w lesie pracował dłużej niż najsilniejsi drwale, po ścięciu starego buka usłyszał krzyk, a potem cichutkie jęki i skargę wydobywającą się spod ciężkiego pnia. Gdy San pochylił się, zauważył pokracznego Czada przywalonego drzewem, proszącego o darowanie życia. Dobry san uwolnił Czada. Wdzięczny za ocalenie duszek wyznał, że on i bracia nie lubią czynić zła, ale są do tego zmuszani przez Biesa. Teraz, kiedy przekonał się o wspaniałomyślności ludzi, postanowił nie tylko im nie szkodzić, ale pomagać. Obiecał, że jako najstarszy w rodzie namówi do tego swych braci. Odtąd te małe stworzenia polubiły ludzi i pomagały im, jak tylko umiały. Pilnowały i zabawiały swymi psikusami dzieci, chroniły domy, pokazywały drogę w lesie, rozśmieszały nawet najbardziej nieszczęśliwych, rąbały drzewo do pieca. Ludzie odwdzięczali im się miseczką mleka i dobrym słowem.

Sielanka nie trwała długo, bo wnet dowiedział się o sprzeniewierzeniu swych pomocników pan tej ziemi-Zły Bies. Zawołał wszystkie Czady i zapowiedział, że albo będą trzymały z nim, albo je unicestwi tak samo jak je stworzył. Przerażone Czady przybiegły do Sana- chciały żyć, a nie chciały szkodzić ludziom. Podczas długiej narady najstarszych i najmądrzejszych członków plemienia Czady podały sposób, jeden jedyny, przy pomocy którego można zwyciężyć Złego. Pokonać go może najsilniejszy z ludzi i tylko o świcie, kiedy Bies odpina czarodziejskie skrzydła i pozbawiony czarodziejskiej mocy kąpie się w najpłytszym miejscu najszerszej rzeki tej ziemi. Bez skrzydeł nie może czynić czarów, ale i tak jest ponadludzko silny. San przemyślał radę Czadów i wezwał Biesa na pojedynek o poranku, kiedy czarodziejskie skrzydła leżały na brzegu rzeki. Bies roześmiawszy się złośliwie na widok człowieka z toporem stającego mu naprzeciw, nie próbując nawet sięgać po nietoperzowe skrzydła, ruszył do walki. San i Bies zmagali się od świtu do zmroku. Człowiek słabł coraz bardziej, a Bies zdawał się nie czuć zmęczenia. Na brzegu walkę śledziło całe plemię i wszystkie Czady.

Kiedy Bies zrozumiał, że znalazł godnego sobie przeciwnika i przerażony myślą, że może przegrać, spróbował schwycić i przypiąć magiczne skrzydła. Wtedy to stary czad, odwdzięczając się Sanowi za uratowanie życia, wrzucił je do rzeki. W tym momencie San walczył już ostatkiem sił. Dziwny czar tkwił
w diabelskich skrzydłach, rzeka zyskała całą moc Biesa. Woda nagle wzburzyła się i zmętniała. Wartki, pienisty nurt porwał obu przeciwników. Zatonął w rozszalałej rzece bies, który nie umiał pływać, ale i nie uratował się, osłabiony walką, San. Gdy następnego dnia wody opadły, na dnie rzeki ludzie znaleźli splecione ze sobą w śmiertelnym uścisku dwie postacie. Oddając hołd odwadze i waleczności swego wodza, osadnicy nazwali jego imieniem wielką rzekę. I w ten sposób pozostał- tak , jak tego pragnął – dzielny San na ziemi, którą pokochał. Góry, przez które przepływa ta rzeka nazwali Bies-Czadami, od imienia złego władcy i psotnych duszków.

Podobno czady można spotkać tu i dzisiaj, ale że i starych drzew, w których dziuplach mieszkają, jest już mniej, to i duszki te spotyka się rzadziej. Czady czuwają nad pięknem tej polskiej krainy. Na wędrowców rzucają słodki czar, który sprawia, że nie można zapomnieć jej uroku. Dlatego też w Bieszczady przyjeżdża się tylko raz, potem się tylko wraca.

Tą piękną legendę opartą na kanwie autentycznych ludowych podań stworzył Marian Hess, bieszczadzki osadnik, etnograf i rzeźbiarz, pasjonujący się miejscowymi podaniami i zwyczajami.